Krem bananowy

 Od  wczoraj oficjalnie rozpoczęłam ferie... Postanowiłam je jak najowocniej wykorzystać, przygotować jak najwięcej przepysznych rzeczy. Zaczęłam od razu - jako wielbicielka bananów skusiłam się na czekoladowy krem Misi... i oczywiście nie zawiodłam się! Wprowadziłam niewielkie zmiany i przełożyłam krem do słoiczka po maśle orzechowym z jego pozostałościami. Krem smakuje równie dobrze solo (prosto ze słoiczka :>), na chlebie (na zdjęciu ten), no i z pewnością jako dodatek do owsianek, placków, itp. Ja już nie zdążyłam posmakować z tymi daniami, bo zbyt szybko zniknął :)



   




Krem bananowy:


  •  3 banany
  •  1,5 łyżki kakao
  •  słodzidło ( użyłam miodu, stewii i cukru brązowego w róznych proporcjach)



  • Z braku posiadania blendera, zmiażdżyłam banany widelcem i tłuczkiem do ziemniaków. Następnie należy dodać kakao oraz słodzidła i zmiksować do uzyskania gładkiej masy. Przenieść krem do słoiczka.

    Smacznego :) 

     

    __________________________________

    Mam całe mnóstwo rzeczy do zrobienia przez ferie. W tym najwięcej szkolnych: przeczytać "Lalkę" ( no i doczytać "Nad Niemnem"), napisać wypracowanie z angielskiego, powtórzyć materiał z całego semestru z biologii na sprawdzian, i nauczyć się na tysiąc sprawdzianów, które będą w pierwszym tygodniu po feriach(!).
    Czy nauczyciele naprawdę myślą, że ja się nudzę w czasie ferii? <help> :)


    Pamiętacie?
    Od tygodnia możecie mnie znaleźć na facebook'u .


    ***



    Sobotnie śniadanie i zaproszenie na fanpage na facebook'a



    Witam! 
    Dziś wyjątkowo przedstawiam Wam moje śniadanie: jajecznica na maśle z szynką, szczypiorkiem i orzeszkami ziemnymi oraz kromką żytniego chleba z masłem oraz gorąca kawa - niestety niewidoczną na zdjęciu.

    Dzisiejszy post jest podwójnie wyjątkowy, ponieważ zapraszam Was także do polubienia fanpage'a mojego bloga na facebooku:



    Po kliknięciu na zdjęcie, przeniesiecie się na stronę mojego bloga na fb.
    Możecie też kliknąć TUTAJ .
     Dopiero się rozkręcam, ale zachęcam do "lajkowania" :)

    Realizacja postanowień noworocznych - part I


    Tak jak w tytule :) Zaczęłam realizować moje noworoczne postanowienia od tych najbardziej przyjemnych i najłatwiejszych do zrobienia (?). Moja lista wygląda tak: 
    1.Realizuj postanowienia! - wykonane, ciągle utrzymywane w realizacji
    2.Kup obiektyw - wykonane
    3. Zacznij się w końcu uczyć biologii - najważniejszy krok wykonany, teraz ważna jest chęć i motywacja! (której ostatnio mi brakuje)
    4. ....
    ...
    ..

    Dalej lista jeszcze dłuuuga, ale mamy dopiero styczeń! Mam nadzieję, że niezbyt pochopnie w tytule napisałam "part I" i z każdym miesiącem będę realizowała kolejne postanowienia :)

    A Wam jak idzie realizowanie postanowień? :)

    Ja chyba jednego z moich najważniejszych nie będę mogła zrealizować, a mianowicie ograniczenie słodkości. Nie, nie jem, ani nie jadłam ogromnych ilości czekolad, batoników, czy ciasteczek... Problem polegał na tym, że śniadanie, obiad i kolację potrafiłam jeść na słodko :) Chciałam to zmienić, nawet dobrze mi szło, jadłam tylko słodkie śniadanie... ale wczoraj w szkole przydarzyła mi się nieciekawa sytuacja. Prawie bym zemdlała, ale to nie było takie typowe omdlenie. Moje ciało utrzymywało się w stałym napięciu. Taka fala zdrętwienia rozchodziła się od rąk, po czubek głowy, w pewnym momencie, nie mogłam wypowiedzieć ani słowa... To było najgorsze, najstraszniejsze uczucie w ciągu całego mojego dotychczasowego życia! Wyszłam z klasy (z pomocą koleżanki) i zadzwoniłam po Mamę. ...i tak dzisiaj leżę sobie jeszcze w domku i odpoczywam, zaraz jadę do lekarza...
    Może powodem być coś innego niż ograniczenie "słodkiego", ale wcześniej nic takiego mnie nie spotkało.


    A tak na zmianę tematu...
    Tak wyglądało niebo, któregoś z pierwszych dni stycznia. Prawda, że ten widok zapiera dech w piersiach?
    Dlatego kocham to miejsce, w którym mieszkam ♥

    Przepraszam za moje wywody :)


    Pyszny sposób wykorzystania białek - Piegusek

    Nie macie pomysłu na wykorzystanie białek, a kokosanki już się przejadły? Jest jeszcze "Piegusek" - pyszne, łatwe i całkiem zdrowe (gdyby jeszcze pokombinować z margaryną, mąką i cukrem to nawet bardzo!). Uwielbiam je za chrupiącą skórkę, ale także wnętrze. Spróbujcie, a już nigdy nie wyrzucicie żadnego białka :)

    Piegusek:
    • 1 szkl. białek
    • 1 szkl. cukru
    • 1 szkl. mąki
    • 1 szkl. maku
    • 1 łyżka proszku do pieczenia
    • 1/2 kostki margaryny
    • kilka kropel aromatu migdałowego (lub innego)
    Białka ubić na sztywną pianę, dodawać kolejno produkty: cukier, mąkę z proszkiem do pieczenia, aromat, następnie mak, a na koniec roztopioną i ostudzoną margarynę.
    Smacznego :)

    Prawda, że proste? :)

    A Wy, jakie jeszcze sposoby znacie na wykorzystanie białek?




    Penne ze szpinakiem

    Kolejne z nielicznych wytrawnych dań na moim blogu. Prosty i szybki pomysł na obiad. Wystarczy kilka chwil i gorący posiłek gotowy. A w dodatku jaki smaczny! Polecam miłośnikom makaronu i szpinaku oraz wszystkim, którzy jeszcze nie próbowali takiego połączenia lub kojarzą szpinak z przedszkolem i do dzisiaj mają do niego wstręt :)

    Penne ze szpinakiem:

    • 1 op. mrożonego szpinaku (ok. 450g)
    • 1 op. makaronu, u mnie penne ok. 400g
    • 3 ząbki czosnku
    • ser feta pokrojony w kostce
    • śmietana 18% (u mnie jogurt naturalny wymieszany z łyżką śmietany)
    • oliwa
    • sól, pieprz
    Na niewielkiej ilości oleju podgrzewać szpinak (do odmarznięcia), aż woda trochę odparuje. Dodać fetę (wg upodobań - u mnie niecała kostka) i przeciśnięty przez praskę czosnek. Doprawić solą i pieprzem, gotować na lekkim ogniu do czasu rozpuszczenia fety. Na końcu dodać śmietankę - tyle, aby powstał gęsty sos (u mnie 3 łyżki). Zagotować. Dodać ugotowany makaron, wymieszać. Podawać gorące.
    Smacznego :)




    Przepis dodaję do akcji:

    Pszenno-żytni chleb na zakwasie

    Przepis na ten chleb wraz z zaczynem przyniosła moja Mama od koleżanki ok. dwóch tygodni temu. Od tego czasu pieczemy go z Mamą na zmianę, gdy kończy się jeden wyrabiamy drugi. Jest pyszny, zwykłe drożdżowe się do niego nie umywają. Najgorsze w przygotowaniu jest to czekanie 12. godzin <zwłaszcza, gdy pieczemy pierwszy raz>... :) 


    Pszenno-żytni chleb na zakwasie:
    • 1 kg mąki pszennej (odsypać 1 szklankę)
    • 1 szkl. mąki żytniej
    • 3/4 szkl. płatków owsianych
    • 1/2 szkl. siemienia lnianego
    • 1/2 szkl. pestek słonecznika
    • 1/2 szkl. pestek z dyni
    • 3/4 szkl. otrębów owsianych
    • 1/2 l wody gazowanej
    • 1/2 l wody przegotowanej letniej
    • 3 łyżeczki soli
    • 2 łyżeczki cukru
    • zaczyn żytni
    Wszystko razem wymieszać. Po 3 godzinach odebrać 3 łyżki ciasta na zaczyn (przechowywać do 2. tygodni w lodówce). Masę włożyć do dwóch średnich keksówek wyłożonych papierem  i odstawić na 12 godzin w cieple.
    Piec w 180 st. C  przez ponad godzinę.

    Smacznego :)


    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...